Przyznajmy to szczerze na samym początku: temat obowiązków domowych to w wielu rodzinach zapalnik do dyskusji, a nierzadko nawet kłótni. „Znowu nieposprzątane”, „dlaczego nikt mi nie pomaga”, „wszędzie panuje chaos” – ile razy te zdania padają w naszych domach?
Artykuł sponsorowany przez markę Persempra.
Jeśli Twoje dzieci są jeszcze maleńkie, być może ta faza dopiero przed Tobą, ale rodzice przedszkolaków i starszaków doskonale wiedzą, o czym mówię.
Jak zrzucić z tego tematu narosłe napięcie? Jak sprawić, by codzienne dbanie o dom przestało być przykrym przymusem, a stało się naturalnym elementem życia naszej rodzinnej drużyny?
Wszystko zaczyna się od nas (i od naszej wdzięczności)
Zanim zaczniemy wymagać od dzieci, musimy przyjrzeć się… sobie. Jeżeli dwoje dorosłych ma problem z podziałem obowiązków i kłóci się o to, kto zrobił więcej, to po pojawieniu się dzieci ta sytuacja wcale się nie poprawi. Dzieci są genialnymi obserwatorami – one nas naśladują. Możemy opowiadać im piękne teorie o porządku, ale jeśli sami traktujemy sprzątanie czy pranie jak dopust boży i źródło frustracji, maluchy szybko przejmą to negatywne podejście.
A gdyby tak zmienić perspektywę na bardziej neutralną, a nawet pozytywną?
Obowiązki domowe są nierozerwalnie związane z naszym dobrostanem. Spójrzmy na to szerzej:
Np. Jeśli masz duży dom do posprzątania, to znaczy, że masz gdzie mieszkać.
W skali świata jesteśmy ogromnymi szczęściarzami, a ten cały domowy trud to po prostu dowód na to, że żyjemy pełnią życia i niczego nam nie brakuje.
Warto też odrzucić sztywne, aptekarskie dzielenie obowiązków 50 na 50, które często rodzi poczucie niesprawiedliwości. O wiele lepiej sprawdza się zasada, że każdy daje z siebie 100% – ale na miarę swoich możliwości w danym dniu. Sto procent osoby, która wraca wykończona z biura późnym wieczorem, to schowanie talerza do zmywarki. Sto procent partnera, który akurat miał lepszy dzień lub odciąża kobietę w ciąży czy przy noworodku, będzie wyglądało zupełnie inaczej. Na tym polega bliskość i partnerstwo, a nie na rywalizacji.
Pułapka „zrobię to szybciej i lepiej”
Kiedy na świecie jest jedno małe dziecko, łatwo wpaść w nawyk robienia wszystkiego za nie. Przecież posprzątanie tych puzzli czy ułożenie pluszaków samemu zajmie nam minutę, będzie zrobione idealnie równo, a z maluchem schodzi trzy razy dłużej.
Jednak kiedy dzieci przybywa, mama wraca do pracy lub dochodzą nowe obowiązki, taki model staje się po prostu niewykonalny. Chaos zaczyna narastać lawinowo: zabawki, rysunki z przedszkola, porozrzucane ubrania.
Wdrażanie dziecka w obowiązki wymaga od nas cierpliwości i… życzliwej konsekwencji. Jeśli umawiamy się na nowy nawyk (np. odnoszenie brudnych ubrań do kosza), musimy liczyć się z tym, że przez pierwszy miesiąc będziemy musieli dziecku o tym regularnie przypominać. Bez krzyku, bez pretensji – po prostu podchodzimy i ciepło mówimy: „Słuchaj, Twoje ubrania miały się odnieść”.
Bardzo ważna zasada: Jeśli choć raz dziecko zauważy, że poprawiamy po nim jego pracę albo ostatecznie robimy coś za nie, jego wewnętrzna motywacja natychmiast gwałtownie spadnie. Dajmy dziecku przestrzeń na to, by zrobiło coś po swojemu. Ścielenie łóżka przez trzylatka nie musi wyglądać jak w pięciogwiazdkowym hotelu. Ważne, że podjęło trud i ma poczucie sprawczości.
Jak ułatwić dziecku start?
Dzieci nie posprzątają dobrze, jeśli nie znają jasnych zasad gry. Jeśli my sami nie wiemy, gdzie jest stałe miejsce danej rzeczy, skąd ma to wiedzieć maluch?
Zauważcie, jak to działa w przedszkolu. Tam rzadko dochodzi do buntów przy sprzątaniu. Dlaczego? Bo działa siła wspólnoty. Dzieci widzą logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy: jeśli dwudziestka maluchów zostawi puzzle na dywanie, nie będzie miejsca na dalszą zabawę. Pani rzuca hasło, wszyscy zbierają razem i widzą naoczny sens tej pracy.
W domu musimy ten sens dzieciom pokazywać. Zamiast rzucać ogólne: „posprzątaj pokój”, przełóżmy to na język korzyści i relacji:
„Zobaczcie, zjedliśmy obiad. Jeśli teraz każdy odniesie swój talerz, to mama nie zostanie sama w kuchni ze zmywarką. Dzięki temu szybciej skończymy i będę mogła usiąść z wami i zagrać w grę”.
Dzieci od czwartego, piątego roku życia (a nawet te młodsze!) doskonale to rozumieją. Chcą być pomocne, chcą czuć się pełnowartościowymi członkami domowej drużyny. Przyniesienie suchego prania do swojej szafy to dla nich logiczne przejęcie odpowiedzialności za własne przedmioty.
Kiedy odpuścić i wkroczyć z pomocą?
Czy w bliskościowym podejściu są momenty, kiedy odpuszczam? Oczywiście, że tak. Zdarzają się dni, kiedy pokój dziecięcy zostaje zabałaganiony do takiego stopnia, że maluchy po prostu czują psychiczną blokadę. One fizycznie i emocjonalnie nie są w stanie ogarnąć tego chaosu same – czują, że to je przerasta.
Wkraczam, pomagam i ramię w ramię z nimi porządkuję przestrzeń. To świetna okazja, by pokazać rosnącemu dziecku jak organizować rzeczy, jak układać je na półkach, by wyglądały estetycznie. Uczymy przez modelowanie i wsparcie, a nie przez kary i nakazy.
Budowanie domowej współpracy to proces, który wymaga czasu, ale te małe, codzienne nawyki z czasem przynoszą rodzicom realną ulgę. Warto włożyć w to wysiłek – dla dobra domu, ale przede wszystkim dla przyszłości naszych dzieci.
A jak to wygląda w Waszych domach? Czy temat obowiązków wywołuje u Was burze, czy udało Wam się już wypracować system domowej drużyny? Dajcie znać w komentarzach!
Artykuł powstał jako część projektu "Persempra Dzieciom" www.persempradzieciom.com